Menu
O diver.net.pl
Jeszcze kurz po wprowadzeniu RODO nie opadł, a na horyzoncie kolejny cios wymierzony tym razem w zasadniczy element składowy Internetu.


Czy wiecie, że jak wprowadzone będą tak restrykcyjne przepisy to np. z powodu art. 11. o linkach wiele agregatorów treści w tym diver.net.pl będzie musiało płacić za użycie każdego z kilkuset (inni nawet kilku tysięcy) linków dziennie? Co prawda nie wiadomo jakie będą stawki, ale jako autor tego agregatora od samego początku ponoszę koszta:
• utrzymania (serwer, domena),
• czasu (bo czas to pieniądz) poświęconego na napisanie skryptów, styli itd. (bardzo duża część agregatora i tak działa już automatycznie).

Przykro mi, ale na diver.net.pl nie było, nie ma i nie może być reklam (taka umowa z dostawcami danych meteo), a dokładać więcej nie zamierzam!

Moje zdanie jest takie że tytuł odnośnika oraz jego adres to zbyt mało by mówić o kradzieży, szczególnie gdy taki odnośnik kieruje bezpośrednio do oryginalnego artykułu! Osobiście nazwałbym to bardziej promowaniem, a to że zebrano wiele źródeł w jednym miejscu to tylko zysk czasu użytkowników, gdyż nie muszą wertować wielu stron internetowych, a zaciekawieni jakimś tematem siłą rzeczy i tak trafią do wydawcy / autora / źródła.
Zresztą ci z Was, którzy zagłębili się w "o stronie" wiedzą doskonale, że te newsy pochodzą z oficjalnych kanałów rss portali, jak któryś z tym będzie miał problem niech usunie taką funkcjonalność z portalu / strony.

Poczekam czy w ogóle będzie to wprowadzane i jak będzie to interpretowane, bo być może art. 11. dotyczyć będzie np. linków z zajawkami lub całych artykułów. No to po co ten hałas? Byście wiedzieli co tam w Brukseli się od... dzieje.

Poziom irytacji niebezpiecznie wzrasta na przeważającej liczbie stron:
• od 22 marca 2013 r. irytują nas komunikaty o COOKIES
• od 25 maja 2018 r. irytują nas komunikaty o RODO
• komunikatów o prawach autorskich bym się nie spodziewał, ale...

Nowa dyrektywa o prawach autorskich ma zawierać 2 punkty, które zmienią znany nam dziś Internet w coś co byśmy nie chcieli - ja na pewno!

DiVeR


Co mogę zrobić by powstrzymać tą dyrektywę? Wypełnić wniosek na stronie: saveyourinternet.eu!


"Nie będzie można publicznie dzielić się linkami, każde zdjęcie i film będą sprawdzane przed wrzuceniem. Mali wydawcy i twórcy treści znikną, zostaną tylko internetowi giganci. Nie będzie nawet memów. Taka przyszłość zapisana jest w europejskiej dyrektywie.

(...)

"W założeniu Komisji Prawnej Parlamentu Europejskiego, dyrektywa dotycząca prawa autorskiego i jednolitego rynku cyfrowego ma chronić twórców treści (np. portale internetowe), dać im większe prawa oraz przeciwdziałać plagiatom i kradzieży ich oryginalnych materiałów. Ma im też dać poważny zastrzyk finansowy. Oczywiście nie bezpośrednio. Zapłacą za to inni użytkownicy internetu."

(...)

"Czarna 11", czyli brak linków
Najgroźniejsze są dwa artykuły: 11 i 13. Pierwszy mówi o zakazie udostępniania skrótów wiadomości i artykułów na portalach społecznościowych (Facebook, Twitter), agregatorach linków (Wykop) czy aplikacjach newsowych (Squid). Dziś możemy bez problemów i, co ważniejsze, bezpłatnie dzielić się interesującymi linkami, którymi zawsze towarzyszą krótkie podsumowania (ang. snippet). Artykuł 11. wspomnianej dyrektywy chce to zmienić.

Mając na względzie dobro finansowe portali informacyjnych, Komisja chce, aby udostępnianie fragmentów ich materiałów było płatne. Czyli Facebook, Twitter, Google czy Wykop musiałyby wykupić specjalną licencję od każdego wydawcy, aby użytkownicy mogli udostępniać ich treści.

(...)

Zdaniem przeciwniczki nowego prawa, eurodeputowanej Julii Redy z niemieckiej Partii Piratów, artykuł 11. dyrektywy ograniczy możliwość nie tylko dzielenia się artykułami, ale także samego linkowania, bo tym zawsze towarzyszy jakiś opis, nawet w samym adresie. Eurodeputowana mówi też, że dyrektywa zagrozi wolności wypowiedzi i dostępu do informacji, wzmocni problem fake newsów, zniechęci do budowania start-upów poświęconym informacjom i osłabi pozycję małych wydawców.

O negatywnym efekcie artykułu 11 na przepływ informacji, wolność wypowiedzi i rynek informacyjny wypowiada się wielu naukowców, a także samych wydawców, którzy potencjalnie mogliby zyskać na wejściu w życie wspomnianej dyrektywy.

"Pechowa 13", czyli "automatyczna cenzura"
Artykuł 13 mówi natomiast o wprowadzeniu rozwiązań, które przez przeciwników nazywane są "automatami cenzurującymi". W obecnej formie przepisy zawarte w artykule przewidują, że właściciele stron internetowych, na które użytkownicy mogą wrzucać obrazy, wideo i muzykę, będą musieli automatycznie sprawdzać każdy materiał jeszcze przed jego wrzuceniem. Wszystko po to, by upewnić się, że nie narusza praw autorskich.

Jakie tutaj powstaje zagrożenie? Świetnym przykładem jest YouTube, na którym działają właśnie takie algorytmy. Mają one za zadanie usuwać lub demonetyzować (odbierać przychody z reklam) materiały wideo, które naruszają prawa autorskie. Jeśli np. wrzucę klip Metalliki lub nagranie telefonem z ich koncertu, to algorytm je usunie. W niektórych przypadkach (w zależności od decyzji dystrybutora) wideo może pozostać, ale nie będę mógł na nim zarabiać dzięki reklamom. W takim przypadku zyski oddawane są właścicielowi praw autorskich.

Przykładów nie brakuje
Niestety, algorytmy nie zawsze są w stanie ocenić kontekst, w jakim pojawia się muzyka lub obrazy, co do których można mieć zastrzeżenia. I tak np. zablokowane zostało wideo z mruczącym kotem czy z dzieckiem śpiewającym piosenkę. Zablokowane zostało też wideo z wykładu, na którym w tle słychać było fragment utworu muzycznego, a NASA straciła własne wideo z Marsa.

(...)

Pozostawienie decyzji automatycznym programom może prowadzić też do innych, poważniejszych skutków. Z YouTube'a zniknęły tysiące filmów dokumentujących wojnę w Syrii, bo algorytm uznał je za materiały terrorystyczne.

(...)

Winny, dopóki nie udowodni niewinności
Według Julii Redy wprowadzenie “maszyn cenzurujących" może ograniczyć wolność wypowiedzi, bo nie będzie można wykorzystywać fragmentów lub przerabiać innych materiałów. Przepisy mają wprowadzić też niebezpieczny stan “winy, dopóki nie udowodni się niewinności". Jeśli materiały będą automatycznie blokowane, to twórcy będą musieli udowodnić, że ich prace są legalne. Otwarte projekty, takie jak Wikipedia czy start-upy, mogą mieć mocno utrudnione życie lub całkowicie znikną z internetu. Z dyrektywy mogą teoretycznie mogą cieszyć się internetowi giganci, bo jako nieliczni będą mieli środki i technologie do zbudowania "maszyn cenzurujących", tym samym pozbędą się konkurencji.

(...)

Dodatkowo, ponieważ kraje nie były w stanie się dogadać co do tego, kiedy za linki powinny być pobierane opłaty, a kiedy nie, w dyrektywie zawarto zapis, że każdy kraj UE będzie samodzielnie określał te przepisy. Według Julii Redy stworzy to niewyobrażalny bałagan, będzie realnie oznaczać wprowadzenie przepisów najbardziej restrykcyjnego kraju w całej UE i jest praktycznie przeciwieństwem "jednolitego rynku cyfrowego".

(...)
:

©


Dawno temu bo 20 grudnia 1990 roku Tim Bernrs-Lee uruchomił stronę dla naukowców CERN. Była ona pierwszą na Świecie. Szału nie było, ale dzięki hiperłączom (linkom) możliwe było przeglądanie projektu.

Internet ma być niezbędnym, dynamicznym narzędziem, służącym wymianie informacji, wcześniej tylko w CERN, dziś na całym Świecie. Co więcej - jak twierdzi Tim Berners-Lee - internet ma być wolny. Takiej idei broni dziś naukowiec, publicznie sprzeciwiając się ograniczeniom ze strony rządów wielu państw i wpływów sieci telekomunikacyjnych, które "miażdżą neutralność sieci".

©

Wyszukiwarka diver.net.pl

Wyszukiwarka newsów

Pogoda dla 380 miejscowości


Twoje urządzenie
IP: 54.161.116.225
Ekran: x
ViewPort: Requires JavaScript x Requires JavaScript
@@:@@:@@

Zegar atomowy ©

Statystyki

stat4u